Z okazji ramadanu ksiądz zaprosił mieszkańców dzielnicy do kościoła. Entuzjazmuje się: – Czterystu muzułmanów w kościele razem z chrześcijanami i Żydami!

Rok po zamachach terrorystycznych w Paryżu chcemy się przekonać, jak się żyje w brukselskiej dzielnicy Molenbeek-Saint-Jean, okrzykniętej wylęgarnią terrorystów i kolebką dżihadyzmu. Czy naprawdę jest tu tylu ekstremistów, jak twierdzą media?

Stoimy pod domem, w którym przez cztery miesiące po zamachach ukrywał się kierujący nimi Salah Abdeslam. Potępiony przez Państwo Islamskie, bo zamiast przeprowadzić samobójczy atak, uciekł do Brukseli. Pod kamienicę z pomarańczowej cegły z apteką na parterze ściągają dziennikarze z całego świata. – I jak się tu mieszka? Czy są tu dżihadyści? Czy wciąż szerzy się terroryzm? – dopytuje się dziennikarz meksykańskiej telewizji.

– Ludzie wkładają ogromny wysiłek, by żyć razem. Ale dzielnica coraz bardziej przypomina getto, niektórzy młodzi się w nim nie odnajdują. A największym problemem są radykałowie przyjeżdżający z zagranicy. Przywożą konserwatyzm z Bliskiego Wschodu. A przecież 20 lat temu nikt się tu nie obnosił ze swymi religijnymi przekonaniami – opowiada Bahar Kimyongür.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej