BOŻENA AKSAMIT: Wydaje pan książkę o Brdzie. Czy to oryginalny pomysł jak na mieszkańca Bydgoszczy?

TYMON MARKOWSKI: – Niech pani zwróci uwagę, że na żadnym zdjęciu nie ma rzeki. Nie chciałem przedstawić jej w typowy sposób: piękne krajobrazy, czysta woda, kąpiele i kajaki. Dla mnie Brda jest jak krwiobieg, niesie wodę, ale życie toczy się na lądzie. Bardziej interesuje mnie sąsiadująca z rzeką przestrzeń i ludzie, którzy są z nią związani.

Jak ich pan znajdował?

– Czytałem lokalne gazety, przeglądałem portale, studiowałem mapy, zbaczałem z głównych dróg i szukałem ciekawych ludzi. Wytypowałem 60 miejsc, które odwiedziłem, do cyklu weszło 27 fotografii. Bohaterowie zdjęć dawali mi kolejne kontakty. A dzięki Napoleonowi poznałem człowieka z bagna.

Mógłby pan wyjaśnić?

– Przeczytałem w internecie, że w Drzewiczu przez Brdę przeprawiał się ze swoimi wojskami Napoleon Bonaparte. Ktoś umieścił nawet kamienną tablicę w miejscu, gdzie cesarz miał odpoczywać pod lipą. Miejsce zrobiło się słynne do tego stopnia, że przyjeżdżają tam autokary z francuskimi turystami, a Piotr Lenart, którego sfotografowałem, przebiera się za Napoleona i bierze udział w rekonstrukcjach historycznych. W trakcie sesji podeszła do mnie kobieta, która wyznała, że legendę o Napoleonie wymyśliła ze znajomymi podczas imprezy. Nikt nie przewidział, że dowcip wymknie się spod kontroli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej