Byłam starszą siostrą syna

Dominika, pracownica korporacji: – „Nie poznasz ryja, tak cię walnę”, „spierdalaj”, „wynoś się, ale to już”, „ty jebko”, „nauczę się karate i będziesz chodziła jak w zegareczku”, „walnę cię tak, że będziesz błagała o litość”, „kopnę cię w brzuch, a potem dam ci plaster” – było tego dużo, większość wyleciała z mojej pamięci i nie mogę sobie przypomnieć. Serce matki się broni, wymazuje.

Mój Franek ma dziewięć lat. Jego ojciec zostawił nas, zanim Franio poszedł do przedszkola. Musiałam pójść do pracy, wiedziałam, że w tamtej chwili to jest najważniejsze. Chciałam zawalczyć, żebyśmy byli niezależni.

...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.