BOŻENA AKSAMIT: Mało romantyczne są te pana fotografie.

MICHAŁ SZLAGA: – Przecież życie nie wygląda jak Bollywood.

Jednak na zdjęciach zakochani chcą wyglądać ładnie. Mało kto zawiesiłby zdjęcia, jak całuje się, leżąc na brudnej podłodze w rogu pokoju.

– Pani by chciała, żeby było jak na ślubnej fotografii? Na mojej wystawie są dwa takie zdjęcia.

Tak, ale prześmiewcze. Na jednym fotograf kazał się położyć nowożeńcom w morzu, a był to kwiecień. Na drugim panna młoda wystaje z dziury zrobionej w wielkim styropianowym kubiku. Wygląda jak pies w budzie.

– Fotografowie, którzy robią śluby, tak jak fotografowie kolorowych magazynów, czyli tacy jak ja – czasem kłamią. Robią komercyjną ustawkę.

Skoro u pana miłość taka chropowata, to może lepiej.

– Wielu zdjęć nie pokazałem, bo były za ostre. Wcale nie przesadzam. Na imprezach tak to wygląda. W moim materiale są ludzie, którzy się biją, ale też tacy, którzy się kochają. Są dla siebie mili i niemili. Jedni rozweseleni i pobudzeni, inni samotni i smutni. Czasem słońce, czasem deszcz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej