Mężczyzna nie wahał się. Znał dobrze ten jednonawowy gotycki kościół z wysmukłą wieżą. Tu był ochrzczony, chodził na msze jako dziecko. – Znam pana – stary ksiądz uśmiechnął się dobrotliwie. W kancelarii wskazał mu krzesło. Sięgnął do oszklonej szafy. Wyciągnął opasłą księgę chrztów, przewertował. – Maciej Psyk... Nie ma pana nazwiska.

– Niemożliwe. Czy mogę spojrzeć?

Na kartach ciągnęły się kolumny dat, imion i nazwisk noworodków, dane rodziców i chrzestnych. Nazwiska Psyka rzeczywiście nie było.

Podziękował i wyszedł. Był lipiec 2008 roku.

Łatwiej o apostazję. Episkopat...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.