Nie ma dziś w Polsce dziecięcego szpitala, gdzie nie byłoby choćby jednego sprzętu z serduszkiem. Orkiestra pomogła milionom Polaków. Oto historie kilku z nich.

Z pustym siodłem można żyć

Alicja Chwil, przedsiębiorca, Wejherowo

Gdyby nie Orkiestra, nie miałabym córki. Nie udałoby się jej zdiagnozować i utrzymać przy życiu.

Iza ma zespół pustego siodła. W Polsce żyje garstka dzieci z tą przypadłością. W ich mózgu nie ma przysadki, takiego małego orzeszka, który produkuje hormony.

Urodziłam Izę dziesięć dni po terminie, przez cesarskie cięcie, bo nie było żadnej akcji porodowej. Lekarze uważali, że wszystko w porządku, ale ja wiedziałam, że nie, bo to moje trzecie dziecko. Iza nie płakała, prawie nie otwierała oczu, nie domagała się jedzenia, a cztery godziny po porodzie dostała drgawek. Wtedy lekarze zbadali jej cukier. Okazało się, że jest tak niski, że aż niemierzalny. Wzięli ją do inkubatora.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej