– Wszystko trwa 20-40 minut. Już po dwóch czujesz kambo w każdej komórce ciała. Robi się gorąco, skacze ciśnienie, mocniej bije serce. – Nie wyobrażałam sobie, że to będzie tak trudne. Nawet najgorszy kac nie może się z tym równać. Przyszło mi do głowy, że tak musi czuć się człowiek, kiedy umiera. – Kambo skanuje ci całe ciało. Komórkę po komórce. Z każdej usuwa toksyny. To najlepsze oczyszczenie organizmu, jakie można sobie zaserwować. – Czułam ból w miejscach, z którymi miałam kłopoty. W gardle, w zatokach. Tak jakby ta substancja wiedziała, gdzie jest problem. – Wraz z wymiotami przychodzi ulga. To było nawet przyjemne. To taki całkowity reset. Fizyczny i duchowy. Amazońska kuracja jadem żaby kambo zdobywa w Polsce zwolenników. – Przychodzą do mnie studenci, artyści, dyrektorzy, prawnicy, architekci, a nawet lekarze – mówi Stefan, prowadzący zabiegi. W listopadzie podczas takiego zabiegu zmarła kobieta. O ceremonii kambo zrobiło się głośno.

Kobieta zmarła po zastosowaniu medycyny naturalnej kambo

Ceremonia kambo. Bramy do ciała

Piotr zabiegowi kambo poddał się dwa lata temu. Pojechał na kilka dni do domu znajomego pod Gdańskiem. Było ich więcej niż zwykle na zabiegu. Zamiast jednej lub kilku osób – 30. To dlatego, że do Polski przyjechała Karen Darke, która jest uważana za eksperta w temacie kambo. – Przed samą ceremonią trzeba było wypić minimum dwa litry wody na pusty żołądek. Żeby było potem czym wymiotować. Pamiętam, co powiedziała wtedy Karen: „Nie ma godności w kambo. Każdy będzie rzygał i srał” – śmieje się Piotr, 31-latek z Wrocławia. – Karen wyjaśniła, co nas spotka. Powiedziała o przeciwwskazaniach. Wypytała o leki, przebyte choroby, choroby w rodzinie. Siedliśmy w kole, każdy opowiedział o intencji, z którą przyszedł. Ja chciałem wyleczyć boreliozę. Inni przychodzili z depresją, chronicznym zmęczeniem, innymi problemami zdrowotnymi. Ojciec znajomego przyjechał z rakiem. Medycyna konwencjonalna mu już nie pomagała. Jemu Karen poświęciła więcej czasu. Miał osobisty zabieg.

Nazywa się je bramami. Małe punkciki, które wypala się na skórze rozżarzonym drewienkiem. Na nie nakłada się przesuszoną wydzielinę żaby kambo, uformowaną w małe kuleczki.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej