Chuck Norris?

– Raczej „Strażnik Teksasu”. Dopiero p?źniej był „Chuck Norris”, no i krócej – „Chuck”.

Skąd się to wzięło?

– Byłem policjantem wydziału kryminalnego, gdy w jednym ze śląskich miast rozpanoszyła się grupa rzezimieszk?w. Zastraszali właścicieli knajp i sklepów, ściągali haracze. Zawzięliśmy się. Deptaliśmy im po piętach chyba przez dwa lata, w końcu zapakowaliśmy do kryminału. Posprzątaliśmy miasto. Nikt drzwi przed nami nie otwierał, a do środka trzeba było wejść, nie zawsze był nakaz. Nie będę zdradzał kuchni.

Trochę chociaż. To jak pan wchodził?

– Oknem. Czasem trzeba było się na melinę wbić, wyjąć...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.