Wchodzi lekko uśmiechnięty, ale bardzo zdenerwowany. – Shukran, shukran, shukran – spuszcza wzrok.

Shukran to arabskie „dziękuję”, które od miesięcy odbija się echem po ulicach Berlina. Akil przyjechał do mnie z Fatumą, która pomaga uchodźcom. Dziś rano przez telefon powiedziałam, że mamy na miesiąc dwa wolne pokoje w mieszkaniu i ustaliliśmy z mężem, że szkoda, by stały puste. – Będę za dwie godziny – ucieszyła się Fatuma.

Razem z Fatumą i Akilem z Syrii przyjechali też Afgańczyk i Czarnogórzec. Sadzam ich przy stole i nalewam zupę dyniową. Jest początek września, moja córka kilka dni temu zaczęła pierwszą klasę, więc muszę biec po Hanię do świetlicy. Zostawiam chłopaków i proszę, żeby czuli się jak u siebie. Wracam po paru godzinach. Po szkole poszłyśmy do przedszkola po młodszą Milę, potem na zakupy i na plac zabaw. Wracam, a chłopaki siedzą tak, jak ich zostawiłam.

 Jak Niemcy urządzają uchodźców

Akil i Radomir poznali się wcześniej, niech śpią w jednym pokoju. Hassan, najbardziej nieśmiały, ląduje w drugim. Kiedy pokazuję mu jego łóżko – zaczyna płakać. Ma niecałe 18 lat i od czterech miesięcy był nieustannie w drodze. Nie mówi po angielsku ani po niemiecku. Wieczór upływa nam przy Google Translate: wgapieni w laptop próbujemy wpisywać najprostsze zdania, by dobrze zrozumieć, co mamy na myśli.

Nie wypytuję o ich historie. Opowiedzą, kiedy będą chcieli. Na razie chcę, żeby wzięli ciepłą kąpiel i mogli się wyspać. Od miesięcy spali gdziekolwiek, od Grecji, przez Bałkany, po ulice Berlina. Takich osób śpiących polikami na asfalcie w Berlinie jest kilka tysięcy. Kolejnych kilkanaście ma łóżko w którymś z tymczasowych ośrodków. Pozostali zapraszani są przez berlińczyków (ale to tylko 5 proc. wszystkich uchodźców w Berlinie). My chcieliśmy zaprosić jakąś rodzinę: sami mamy dzieci i pomyśleliśmy, że z książeczkami i zabawkami rodzinie może być dobrze. Ale rodzinom łatwiej znaleźć miejsce do spania, a ludzie boją się samotnych mężczyzn. My wyszliśmy z założenia, że mężczyźni marzną tak samo, a że w obcym widzimy z reguły potencjalnego przyjaciela, a nie bandytę – zaprosiliśmy chłopaków.

Kiedy wracam do domu kolejnego dnia – kuchnia lśni. Sztućce w szufladzie posortowane, półka z przyprawami się nie lepi, okna umyte. – Anna, nie może być tak, że tu taki nieporządek. Mąż cię zostawi, chcieliśmy pomóc!

Anna Alboth: Chodźcie z nami do Aleppo. Mamy już dość pisania: 'Jesteśmy tak bezsilni'

JESIEŃ: Nie przytulamy się

Mija parę dni, kiedy Hassan zbiera się na odwagę, żeby powiedzieć, że ma problem ze skórą. Idziemy do lekarza, okazuje się, że to świerzb. Poważna, zakaźna choroba. W głowie mi przelatują obrazki z ostatnich dni: grał z dziewczynkami w piłkę? Podrzucał je do góry?

– Musi pani mu dokładnie wytłumaczyć, co to jest świerzb – mówi lekarz. Bardzo zabawne zrobić to przez tłumacza na komputerze. Do tego osobie, która nie uczyła się obcych języków i jeśli zdanie nie tłumaczy się bezbłędnie, nie potrafi poskładać słów w szyk z sensem.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej