Anna jest wierząca. Chce być dobra: żyć moralnie, wspierać innych, rozwijać współczucie. Z jej pracą to trudne. Pracuje w sieciowej aptece na pewnym warszawskim osiedlu. Jej zadanie – wciskać klientom tyle leków ile się da, potrzebują ich czy nie. Na szkoleniach uczą Annę sprzedaży komplementarnej – klient przyszedł po jeden lek, ma wyjść z trzema.

Premia Anny zależy od liczby produktów na paragonach. Tak jak koleżanki wybija więc na paragonie: pojemnik na mocz – 1, pojemnik na mocz – 1, pojemnik na mocz – 1. A nie: pojemniki na mocz – 3. Czasem szefowie wzywają Annę na dywanik. Ma się poprawić w sprzedaży komplementarnej. Zdaniem szefów, jeśli Anna zaproponuje każdemu klientowi leki, których on nie chce, to pewien wyliczony przez marketingowców procent klientów je kupi.

Co jeśli klient ma już promowany lek? Ma go namówić na kupno tego leku na zapas.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej