Cały dzień spędzili panowie na sali operacyjnej?

Prof. Janusz Skalski: Operowane było dziś dziecko z poważną wadą wrodzoną serca, trwało to sześć i pół godziny. Czasami taki zabieg to aż dziesięć godzin. Ja jeszcze wytrzymuję, bo jestem ze starej szkoły, w której przy pracy nie patrzyło się na zegarek, ale młodzi mają dość już po czterech...

Dlaczego aż tyle czasu?

J.S.: Dziecko ma dwa lata, wymagało przedtem inwazyjnego leczenia kardiologicznego. Zakładane były stenty do gałęzi tętnicy płucnej, ale trzeba było je usunąć, wszyć homograft poprawiający przepływ płucny... To trudne zabiegi u małych dzieci, im bardziej skomplikowany zabieg chirurgiczny, tym większe ryzyko nieraz poważnego krwawienia...

Prof. Andrzej Rudziński: Dlatego tak ważne jest jak najlepsze przygotowanie do zabiegu, którego podstawę stanowi dokładne rozpoznanie. Jeśli wiemy, co nas czeka, łatwiej jest przygotować strategię na czas samego zabiegu i opieki nad dzieckiem po operacji. Często mówi się, że medycyna nie do końca jest przewidywalna. My tego także czasem doświadczamy. Niekiedy nawet prozaiczny zabieg może mieć powikłany przebieg.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej