Co młodego lekarza psychiatrę pchnęło do więzienia?

– Kiedy zaczynałem, w połowie lat 60., byłem przekonany, że jedyną moją motywacją są pieniądze. Rezydentura w akademickim szpitalu na Harvardzie nie wystarczała na utrzymanie rodziny, a miałem już wtedy żonę i trzech synów. Przyjąłem więc propozycję pracy w zakładzie karnym w stanie Massachusetts. Szedłem tam niechętnie, bo wydawało mi się, że większość moich podopiecznych jest niereformowalna. Szybko jednak się okazało, jak bardzo się mylę.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej