Przez okno restauracji na skrzyżowaniu Saint-Germain i Saint-Michel zobaczyłem, że policja zatrzymała ruch drogowy, a pieszych od ulicy oddzieliła taśmami. Bomba miała być w autobusie miejskim, który dokładnie sprawdzano. Drzwi lokalu zostały zablokowane i nie wypuszczano już gości. Kto chciał, mógł wyjść tylnym wyjściem. Wyszedłem i dotarłem do przechodniów uwięzionych na skrzyżowaniu. Mój hotel był po drugiej stronie bulwaru, ale nie dało się przejść. Po 20 minutach czekanie na bombę zrobiło się po prostu nudne. Powszedniość życia z czasem wchłonie każde jego ekstremum. Wszedłem więc do sklepu z modą. Byłem tam tylko ja i przymierzyłem wszystkie kurtki! Podobała mi się jedna granatowa puchówka ze wstawkami ze sztucznej skóry przy kołnierzu. Niestety, mój rozmiar XL był na mnie za duży, a L za mały.

Poszedłem w drugą stronę miasta, dalej od bomby.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej