Reporter od biedy może sobie na coś takiego pozwolić. Żeby wleźć w cudzą skórę i udawać zupełnie kogo innego.

A zmienić kolor i zostać Murzynem, normalnym Afropolakiem z czarną jak noc listopadowa mordą, mazowieckim bambusem, brudasem, asfaltem, nizinnym Makumbą krótkowłosym z Grochowa? Straszne oszukaństwo. Bo ludzie, których przebrany reporter chce opisać, nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Usprawiedliwić go może tylko, że to społecznie jest ważne, robione po coś, a nie dla hecy, zyskujesz jakąś wiedzę o zbiorowości, a inaczej zrobić się tego nie daje.

Jacek Hugo-Bader odpowiada na pytania i wątpliwości czytelników [NA ŻYWO]

Bo nigdy, przenigdy nie będziesz wiedział, co się czuje, gdy na miejsce zbiórki przez most Poniatowskiego zasuwasz na piechotę, bo policja nie puszcza już w tamtą stronę tramwajów i autobusów, a przed tobą idą faceci w czarnych kurtkach z napisami na plecach wołającymi o „śmierć dla wrogów ojczyzny”. Idziesz i zastanawiasz się: czy jesteś wrogiem? Nie czujesz się, ale jak upaprałeś gębę na czarno, to może jednak jesteś, ale ważniejsze, co oni o tym myślą, i kombinujesz, czy ich wyprzedzić, bo zwykle chodzisz szybko, czy przejść na drugą stronę ulicy, albo poczekać, żeby mijanka wypadła nad wodą, a nie nad plażą albo bulwarem – i czy śmierć przez zrzucanie z mostu też jest brana pod uwagę?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej