Jaką pan ma swoją prawdę – pyta mnie zawsze ktoś z publiczności. Tym razem wieczór miał nazwę „Codzienność” i odbywał się w Teatrze Nowym w Poznaniu. Notorycznie powtarzam to samo: tak żyć, żeby miał mnie kto trzymać za rękę, kiedy będę umierał. Notorycznie dodaję, że lepszej filozofii dla siebie nie widzę.

Po spotkaniu podeszła młoda kobieta, która wręczyła mi książkę, a w niej dedykację ze zdaniem: „...bo ja czasem mam zaszczyt trzymać za tę rękę”. Spytałem więc, do jakiej prawdy doszła przy tym zaszczycie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej