Chcesz zostać pierwszą Polką, która zdobędzie biegun południowy. Kiedy na to wpadłaś?

– Dwa lata temu, gdy weszłam na nartach na najwyższy szczyt Spitsbergenu. Pomyślałam wtedy o marszu na biegun, że to musi być fajne, bo idzie się dłużej i człowiek bardziej odrywa się od cywilizacji.

Po co się odrywać?

– Żeby zobaczyć inny świat. Tutaj rozwiązujesz dużo problemów, ciągle podejmujesz decyzje i rzadko od razu widzisz ich konsekwencje. Trzeba kupić nowy telefon, zrobić zakupy. Na co dzień zajmuję się organizacją rejsów w okolice polarne. Odbieram telefony, odpisuję na maile, pilnuję terminów. Dużo przy tym papierkowej roboty. Dobrze jest się od tego oderwać, wyjechać, zmęczyć. Wysiłek daje mi energię, by żyć normalnie. A biegun ma w...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.