Jest kwiecień 2015 roku, masz 18 lat, zdajesz maturę i...

–...czytam w wiadomościach, że na Morzu Śródziemnym zatonęła łódź z 800 uchodźcami. Czuję, że nie mogę tego ot, tak zostawić.

Co robisz?

– Zbieram informacje, jak organizuje się misje ratownicze na Morzu Śródziemnym, jaki statek jest potrzebny, ile trzeba na to pieniędzy. Jadę do Hamburga na spotkanie z kapitanami i ekspertami morskimi. Słyszę, że porywam się na coś, o czym nie mam pojęcia. No i że jestem za młody. W końcu jednak mój zapał im się udziela. Siadają ze mną do stołu i dzielą się swoim doświadczeniem.

Jak ludzie dowiadują się o twoim projekcie?

– Media społecznościowe mają ogromną siłę. Ale chciałem też, by pomysł rozszedł się po Berlinie, gdzie mieszkam. Zależało mi nie tylko na kupnie statku, ale i na stworzeniu sieci współpracowników. Organizowałem spotkania, opowiadałem, co zamierzam i jakie mam potrzeby. Powstał dziesięcioosobowy zespół. A z czasem w 47 europejskich miastach zaczęło działać 47 ambasadorów. Jeszcze nie ma wśród nas Polaków, ale mam nadzieję, że wkrótce dołączą. Nasi ambasadorowie szukają wsparcia dla projektu u miejscowych biznesmenów i prywatnych sponsorów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej