Pomoc czy upokorzenie

Bożena Aksamit
28.08.2013 20:11
A A A Drukuj
Od lewej: Mirosław Chojecki, Władysław Frasyniuk

Od lewej: Mirosław Chojecki, Władysław Frasyniuk (Fot. Jacek Marczewski, Maciej Świerczyński)

Kto ma pomóc zapomnianym bohaterom pierwszej "Solidarności"? Chojecki: Pomóżmy im wszyscy. Jesteśmy ich dłużnikami. Umierają w biedzie jeden po drugim. To dla nas wstyd. Frasyniuk: Jestem przeciw społecznej zbiórce. Skamlanie o pieniądze to dla nich uwłaczające. To państwo jest im winne szacunek i wsparcie
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Z Mirosławem Chojeckim rozmawia Bożena Aksamit

Gdyby zbierał pan do kapelusza na ulicy, jak zachęcałby pan przechodniów?

- Tłumacząc, że to jest nasza powinność, przecież tak wielu tak wiele tak niewielu zawdzięcza. Dzięki tym ludziom żyjemy dziś w demokratycznym kraju. Zadośćuczynienie jest równie naturalne jak spłacanie długów. Każdy wie, że jak się pożyczyło, należy oddać.

Słabe.

- Tak pani uważa?

Weźmy młodych ludzi, ich słowo "Solidarność" raczej odstręcza.

- Wiem, że to trudne, bo jak wytłumaczyć młodym, jak nakłonić ich do solidarności z ludźmi, o których mają tylko mgliste pojęcie. Warto jednak pamiętać, że dopóki człowiek nie zacznie się dusić, to nie wie, co znaczy oddychać. I już. Jak się jest wolnym od urodzenia, to trudno zrozumieć, czym było tamto życie. Za komuny nie było oficjalnie bezdomnych, nie było oficjalnie biedy. Oficjalnie był to świat idealny - oczywiście są tacy, którzy nadal próbują podtrzymywać taką narrację. Może dziś jest trudniej niż dawniej, bo już wszystko od nas zależy. W PRL-u zależało od nich - oni mieli dać pracę, mieszkanie. Tylko że od nas tak niewiele zależało.


CV: Mirosław Chojecki
członek KOR, współzałożyciel niezależnego wydawnictwa NOWa, redaktor, drukarz i organizator produkcji, wielokrotnie zatrzymywany, bity, więziony. Po 13 grudnia 1981 roku został za granicą. Współpracownik Biura Koordynacyjnego "S" za Granicą w Brukseli, odpowiedzialny za wysyłkę do kraju sprzętu poligraficznego. Założyciel i wydawca miesięcznika "Kontakt" w Paryżu. Honorowy prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa



Wolność sama się zrobiła?

- Proszę zwrócić uwagę, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Polacy byli dumni i z siebie, i z osób, które aktywnie przyczyniły się do odrodzenia Polski. Oprócz uznania państwo honorowało tych ludzi na wiele sposobów.

Dlaczego tym razem jest inaczej?

- Na pewno my jako środowisko opozycji demokratycznej popełniliśmy błąd zaniechania. Jednym z naszych ważniejszych przewinień jest to, że nie zadbaliśmy o ustalenie daty końca tamtej Polski i narodzin nowej - demokratycznej. Okrągły Stół, wybory 4 czerwca, a może zaprzysiężenie pierwszego niekomunistycznego premiera albo zmiana nazwy państwa? Nie ma do czego się odwoływać, brakuje początku.

Podobnie jest z "Solidarnością".

- Dziś jest związkiem zawodowym, w latach 80. była ruchem społecznym. Nieporównywalne zjawiska. Wielu tych, którym dziś próbujemy pomóc, nie było w "Solidarności", choćby drukarze. Nie byli nigdzie zatrudnieni, więc nie mogli należeć do związku zawodowego, ale byli członkami ruchu społecznego.

Henryk Sikora, pana kolega ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, szacuje, że tych osób jest około trzech tysięcy. Jak je wytypowaliście?

- Ludzie ze stowarzyszenia, którzy mieszkają w całej Polsce, zrobili kwerendę. Jak kogoś znasz, to wiesz, co się z nim dzieje, czy ma na leki. To są oczywiście szacunki, ale wielu dawnych działaczy opozycji wchodzi w wiek emerytalny i problem zaczyna nabrzmiewać. Większość tych, którzy działali - przez rok, dwa, dziesięć lat - żyła "poza systemem", w ZUS-ie nazywają to okresem bezskładkowym. Emerytury działaczy opozycyjnych są przez to niższe, czasami poniżej minimum przeżycia.

Mówimy o drobnej cząstce tych, którzy o tę niepodległość walczyli. Nie to, że im się nie udało, oni nie mieli szans. Weźmy drukarzy, byli dobrymi specjalistami w swoim czasie, tyle że techniki druku "nad ziemią" i "pod ziemią" były kompletnie różne. Drukarz podziemny nie nadawał się do pracy w normalnej drukarni. To tak jak z malowaniem mieszkań i malowaniem samochodów. I tu farba, i tu farba, tylko że to kompletnie co innego. Z czasem pojawiły się komputery. Wszystkiego można się nauczyć, ale musi się znaleźć pracodawca, który zechce przyjąć taką osobę. A inwestuje się w młodzież.

Może oni byli zbyt mało elastyczni i nawet gdyby nie trafili do opozycji, też by nie znaleźli pracy? Nie trzeba być drukarzem do śmierci - to jest właśnie takie myślenie rodem z PRL-u.

- Dam inny przykład. Anna Nikodem z Katowic mieszka w schronisku dla bezdomnych, nie była w stanie opłacić czynszu, chora, samotna - w końcu ją wyeksmitowano. Jest na emeryturze, która ledwo jej starcza na cokolwiek, bo przez kilkanaście lat nie mogła pracować. Nie dlatego, że była zbyt mało elastyczna, mimo wyższych studiów nie miała szans na zatrudnienie. Była ważną i zaangażowaną osobą zarówno przed, jak i po wprowadzeniu stanu wojennego, rozpracowywała ją SB, siedziała w więzieniu.

Kolejna taka postać to Roman Wojciechowski z Warszawy, który zmarł niedawno właściwie bez środków do życia. Od połowy lat 70. związany z opozycją, wydawca, zajmował się drukiem i kolportażem. Więziony w stanie wojennym. Rzecz jasna koledzy starali się mu pomóc, ale wyciąganie ręki jest najzwyczajniej upokarzające, dlatego tak niewielu wie o trudnej sytuacji tych ludzi.

Większość opozycjonistów żyła "poza systemem", w ZUS-ie nazywają to okresem bezskładkowym. Ich emerytury są przez to niższe


Mirosław Chojecki opowiada historię stworzenia niezależnego wydawnictwa NOWa

Kłopoty mają też młodsi. Osoby schorowane, których życie potoczyło się tak, że nie stać ich na leki i lekarzy. Gasną w samotności i cierpieniu. Póki nie ma uregulowań dotyczących udzielania pomocy tym, którzy już znikąd nie mogą oczekiwać żadnego wsparcia, społeczeństwo, które tak wiele im zawdzięcza, powinno zareagować.

Pieniądze, które uda się zebrać, zostaną wydane na lekarstwa, jedzenie oraz dopłaty do czynszów.

A koledzy nie mogą pomóc?

- Oczywiście są wśród nas ludzie, którym się powiodło. Dlaczego nie mieliby zatrudnić kolegów czy pomóc im? Zawsze ileś tam osób sobie nie radziło i jakoś się je przechowywało. U mnie pracowało dużo takich, co im się troszkę nie udało w życiu. Ileś tam było zatrudnionych w Agorze itd. Ale dziś koleżeńska pomoc już nie wystarczy, ludzi w potrzebie jest zwyczajnie za dużo. Dziesięć lat temu byliśmy wszyscy po prostu młodsi.

Ci ludzie to są spóźnione ofiary walki o wolność. W 1989 roku wydawało się, że ofiar praktycznie nie ma. Dziś okazuje się, że niestety są.

Kilka tysięcy działaczy opozycji, którzy zaryzykowali wszystko i odnieśli niebywały sukces, bo udało się dokonać bezkrwawej zmiany ustroju, jakby nie istniało. Rozpłynęli się w tym przejściowym czasie od - do.

Może pieniądze dla nich powinny być załatwione ustawowo, a nie dzięki społecznej zrzucie?

- Impulsem była wypowiedź Bronisława Komorowskiego 13 grudnia 2012 roku pod więzieniem w Białołęce. Spotkał się tam z kolegami, z którymi był internowany. W odpowiedzi na wystąpienie Wojtka Borowika powiedział, że sprawa pomocy dla byłych działaczy pozostających w trudnej sytuacji to problem środowiska, a nie państwa.

Potem były próby rozmów z rozmaitymi politykami wywodzącymi się z opozycji demokratycznej. Skończyło się na propozycji z Kancelarii Prezydenta: działacze opozycji demokratycznej, którzy są w trudnej sytuacji, powinni zwracać się do pomocy społecznej. To jest uwłaczające.

Prezydent Komorowski odmówił wam też patronatu nad zbiórką.

- Może należałoby przypomnieć piosenkę Jana Kelusa z lat 80. "Sentymentalna panna S", jest tam wers: "Cóż, nie lubią gwiazdy tych, którzy ją wylansowali". Może o to chodzi. Nie lubi się tych, którym się coś zawdzięcza. Dług z jednej strony uwiera, ale spłacanie przychodzi z wielkim trudem.

Jeśli weźmiemy pod uwagę choćby wojskowych, milicjantów, pracowników służb specjalnych z PRL-u otrzymujących dziś specjalne dodatki, sytuacja działaczy opozycji wydaje się wyjątkowo szokująca. Oczywiste jest, że w demokracji prawa nabyte należy respektować, ale dlaczego mamy się godzić na taką jawną niesprawiedliwość? Jeżeli stróżom totalitarnego porządku nie powinniśmy odbierać, to tym, którzy z nimi walczyli, byli wsadzani do więzień, tym bardziej należy się wsparcie.

Na razie próbujecie je wyciągnąć z kieszeni Polaków.

- Może ta zbiórka nie przyniesie jakichś niesamowitych efektów, ale rządzący uświadomią sobie w końcu, że tym trzem tysiącom ludzi pomoc należy się już dziś. Umierają w biedzie jeden po drugim. To wstyd dla nas wszystkich.

Fundusz Zasłużonych
Dla zagwarantowania, że zebrane środki będą wydatkowane zgodnie z ich przeznaczeniem, stowarzyszenie powołało Społeczną Radę Funduszu Zasłużonych, która będzie podejmować decyzje o przyznawaniu pomocy finansowej i o jej wysokości. Radę tworzą działacze opozycji i osoby zaufania publicznego: Maria Dmochowska, Mirosław Chojecki i mecenas Maciej Bednarkiewicz. Rachunek Funduszu Zasłużonych w Banku Pekao SA: 02 1240 5989 1111 0010 2816 8327



Z Władysławem Frasyniukiem rozmawia Bożena Aksamit

Pan jest przeciw?

Zwracanie się do społeczeństwa o pomoc to poniżej godności, to jest uwłaczające dla wszystkich działaczy "Solidarności". Oni przeżyli wystarczająco wiele upokarzających chwil w swoim życiu, po co dokładać kolejne. W wolnym państwie muszą skamleć o pieniądze.

Ponadto obawiam się, że ta akcja będzie zupełnie nieskuteczna.

Dlaczego?

- Jak społeczeństwo ma szanować ludzi związanych z opozycją, skoro przewodniczący Duda niedawno powiedział w telewizji, że ich etos to władza i pieniądze, na "Solidarności" wciągnęli się do polityki, po niej weszli do biznesu. Jeśli obecnie mówi się cokolwiek, to zazwyczaj źle. W ogóle jest niewiele informacji. Ani w podręcznikach historii, ani w mediach, ważne osoby w państwie też się nie wysilają. Brakuje jasnej, jednoznacznej, nieuwikłanej w doraźną politykę narracji - wolność i demokrację zawdzięczamy ludziom tamtej "Solidarności".


CV: Władysław Frasyniuk
członek Prezydium Komisji Krajowej "Solidarności". W listopadzie 1981 roku m.in. z Aleksandrem Labudą i Mieczysławem Zlatem podjął decyzję o wyjęciu pieniędzy z konta Zarządu Regionu i ich ukryciu. Uczestnik strajków w kolejno pacyfikowanych zakładach pracy: Pafawag, Dolmel, Bumar-Fadroma, FAT. Poszukiwany listem gończym, zwolniony z pracy. Wielokrotnie więziony. Uczestnik obrad Okrągłego Stołu. Od 1992 roku współwłaściciel firmy przewozowej FF Fracht



Co według pana o wolności sądzą Polacy?

- Że zawdzięczamy ją Piłsudskiemu i Dmowskiemu. Tego można się dowiedzieć z kultury masowej.

Może mimo to ludzie zechcą wspomóc dawnych działaczy?

- Generalnie ludziom się nie przelewa. Nie wyobrażam sobie, żeby mieli wyciągać z portfeli złotówkę czy pięć po to, by dać dla tych, którzy w odczuciu społecznym mają lepiej, "bo na naszych plecach weszli gdzieś tam, gdzie czekolada rośnie na drzewach".

Kto ma zatem pomóc?

- Państwo powinno się nimi zająć. To nie są miliony, chodzi o jakieś 3 procent Polaków. Skoro państwo łoży na kolejne pokolenia Rodzin Sybiraków, daje zapomogi żołnierzom Armii Krajowej, powinno w taki sam sposób potraktować ludzi "Solidarności". Nie może być tak, że funkcjonariusze tamtego systemu mają zachowane przywileje, a opozycjonistom - którzy siedzieli w więzieniach, po dziesięć lat byli poza rynkiem pracy - gdy nadchodzi starość, nędza zagląda w oczy. Emerytura jest jak kolejny wyrok, staje się karą za niezłomność i odwagę.

Ludzie podziemia boją się tej bezradności, słabości i upokorzenia, które nadejdą ze starością, gdy trzeba będzie wyżyć z tysiąca złotych emerytury.

Dlaczego do tej pory nikt o to nie zadbał?

- Urzędnicy państwowi na razie zdobyli się na różnego rodzaju precedensy. I tak premier Jerzy Buzek swego czasu, o ile dobrze pamiętam, przyznał pięć tysięcy specjalnej emerytury z tytułu represji pani marszałek Senatu Alicji Grześkowiak, chyba za to, że miała ksywkę "Matka Boska Senacka".

A tak bardziej serio?

- Pieniądze dostają rodziny ofiar katastrof komunikacyjnych, weźmy wypadek samolotu CASA, przykłady można by mnożyć. Jednak państwo polskie nie próbowało wynagrodzić krzywd ludziom, którzy zostali ranni czy zabici w wydarzeniach Grudnia '70 i później. Gdzie jest logika, jakaś konsekwencja?

A ludzie, których można nazwać żołnierzami walczącymi z systemem totalitarnym - skoro wygrali w takim pięknym stylu, dlaczego nie można ich jakoś uhonorować?

To zawsze jest upokarzające, gdy podnosi się palec i mówi: "Jesteśmy takimi samymi żołnierzami jak powstańcy warszawscy, różnica polega tylko na tym, że my przynieśliśmy wolność i przeżyliśmy".

Więcej - odwaga staniała. Po 1989 roku ludzie "Solidarności" stanęli przed dylematem: co zrobić? Jak się zachować wobec tych gwałtownie rosnących bohaterów, którzy chcieli zakończyć rewolucję i rządzić? Skoro tak im zależało, żeby wejść do polityki, uznaliśmy, że demokracja daje drugie życie wszystkim, także tym, którzy nie mieli odwagi. Ważniejsze było budowanie przyszłości niż zajmowanie się przeszłością.

Rozmowa z Martą Dzido i Piotrem Śliwowskim: ''Historia >>Solidarności<< to historia mężczyzn. Kobiety pojawiają się w niej w funkcjach dodatkowych''


Frasyniuk: Spieprzylismy wszystko

Dla was czas pomników jeszcze nie nadszedł?

- Polski bohater narodowy powinien być martwy. A my jesteśmy pierwszymi żywymi ludźmi, którzy dali wolność i śmiało zasługują na miano bohaterów. Jeszcze oddychamy, posiadamy wszystkie wady, jakie może mieć żywy człowiek, więc jak kogoś takiego wsadzić na cokół?

Skoro nie zbiórka, państwo też na razie się nie poczuwa, to co?

- Zawsze byłem temu przeciwny, ale dziś powoli dojrzewam do pewnego pomysłu - jeśli ta kampania skończy się porażką, trzeba będzie znaleźć znane nazwiska, ludzi, którzy siedzieli w więzieniach, potem nadal zajmowali się działalnością konspiracyjną, byli wiele lat poza rynkiem pracy, i przygotować zbiorowy pozew wobec państwa. Ważne jest to szczególnie w przypadku robotników, bo byli inaczej traktowani niż inteligenci. Należy zażądać bardzo wysokich odszkodowań, żeby państwo poszło po rozum do głowy. Skoro nie okazuje szacunku tym osobom, nie wspiera ich, a przywódca związku zawodowego, spadkobiercy tamtej "Solidarności", mówi: "Po naszych plecach".

Pan jest cięty na Piotra Dudę.

- Nieraz tutaj, we Wrocławiu, skrzykiwaliśmy się nieformalnie, by komuś pomóc. Niech Duda powie, czy w jakimkolwiek regionie próbowali przez te 20 lat dotrzeć do ludzi, którzy byli szefami tajnych komisji zakładowych, spytać ich jako "ojców założycieli", czy nie potrzebują pomocy. Kiedyś próbowałem zrobić taką akcję, powiedziałem, że włożę własne pieniądze, tylko żeby "Solidarność" uruchomiła swoje biura. Nic z tego nie wyszło. Mam wyrzuty sumienia wobec tych osób, bo ja nie znam nazwisk, nie znam adresów, w konspiracji były tylko pseudonimy. Pamiętam, że jeden z przywódców w komisji zakładowej miał ksywę "Monter", ale co z tego? Co się z nimi stało? Współczesna "Solidarność" nie jest zainteresowana, żeby pokazać bohaterów tamtych czasów. Bo próbują zawłaszczyć tę legendę.

Winnych tej amnezji jest chyba więcej.

- Brakuje też przekazu w kulturze masowej. Jak ogląda się kino amerykańskie, to ma się wrażenie, że to oni wygrali wojnę w Wietnamie. Gdyby "Solidarność" zdarzyła się nie w Polsce, ale w USA, w kinach całego świata leciałby "Rambo 7" po "Polowanie na jelenie", płytkie i głębokie opowieści o "Solidarności". Wszędzie poza krajem jesteśmy fenomenem, a we własnym domu - wyrzutem sumienia.

To znaczy?

- Z Kancelarii Prezydenta wychodzi propozycja, żeby dać najbiedniejszym ludziom "Solidarności" 200 czy 300 złotych z pomocy społecznej. No, kurwa mać! Przepraszam, ale nie ma innego słowa. I to wyszło od prezydenta Komorowskiego, który tak chętnie mówi o historii. Czy on wysłałby żołnierzy Legionów do pomocy społecznej? To pokazuje, że ludzie wywodzący się z ruchu "Solidarności" mają kompleksy wobec własnej przeszłości.

Propaganda bolszewicka wmówiła, że "Solidarność" po 1980 roku przystała na socjalizm z ludzką twarzą. To nieprawda. "Lepiej umrzeć na stojąco, niż żyć na kolanach" - to był głos ludzi "Solidarności". I w 2013 roku moi koledzy mają paść na kolana, żeby prosić o 200 złotych?!

Może jednak ta zbiórka ma sens.

- Niewiele pomoże, takie rzeczy można robić lokalnie. Potrzebne jest rozwiązanie systemowe. Trzeba przygotować ustawę - najprostsza forma, z czytelnymi kryteriami. Ile komu się należy. Albo niechby ci, którzy nie pracowali przez ileś tam lat, bo nie mogli, w momencie ustalania emerytury czy renty dostali ekwiwalent.

Współczesna "Solidarność" nie jest zainteresowana, żeby pokazać bohaterów tamtych czasów. Bo próbują zawłaszczyć tę legendę


Z tej zbiórki może być jednak pożytek, jeśli przy okazji przez media przetoczy się debata, która uświadomi decydentom, jak ważnym elementem naszej historii jest tamten czas i tamci ludzie. Politycy powinni zrozumieć, że jeśli przyjmowani są przez możnych tego świata, to głównie z powodu fenomenu "Solidarności", a nie na skutek zachwytu nad ich niesamowitymi talentami.

A pomoc koleżeńska?

- Działa od zawsze, ale gdyby robić to na wielką skalę, istnieje ryzyko, że pojawią się tłumy z ręką wyciągniętą po kasę. Razem z kilkoma kolegami jesteśmy ofiarami pewnej pani, która rzeczywiście ukrywała Piotra Bednarza, ale z czasem okazało się, że wymyśliła sobie sposób na życie polegający na wyciąganiu pieniędzy od rozmaitych osób. Znam też ludzi z podziemia, którzy zapili się na śmierć, a jedyne pieniądze, które dostawali, pochodziły od takich jak ja. Człowiek dawał z bólem serca, bo wiedział, że to pójdzie na alkohol. Znam również takich, którzy w wolnej Polsce postanowili nie pracować, bo uważali, że państwo powinno ich utrzymywać. Mówię o drukarzach, którzy w strasznych warunkach pracowali jeszcze przed sierpniem 1980 roku. Z tego zrobiły się poważne dramaty, bo okazało się, że stali się obciążeniem dla własnych rodzin. Znam małżeństwo z dwójką dzieci, żona musiała zasuwać na rodzinę, bo on uważał, że już się narobił.

Gdy słyszę takie historie, czuję się bezradny. Dwa lata temu próbowałem objeździć Wrocław, żeby dotrzeć pod konspiracyjne adresy i odnaleźć tych ludzi - mam pamięć topograficzną. Nie udało się, bo wszędzie są domofony, gdybym wszedł na klatkę schodową, tobym ją poznał i znalazł właściwe drzwi. Dzwoniłem, a tam: "nie, nie, nie". Odpuściłem. Najgorsze, że oni zniknęli jak duchy. Mam problem, żeby dowiedzieć się na czas o pogrzebie znajomych z tamtych lat. Niedawno byłem pożegnać wrocławskiego działacza "Solidarności", przewodniczącego komisji zakładowej, bo jakimś cudem 10 minut przed ceremonią ktoś do mnie zadzwonił. Kiedy przyszedłem na cmentarz, odniosłem wrażenie, że jego dzieci i wnuki po raz pierwszy uświadomiły sobie, że ojciec czy dziadek był kimś ważnym. Najpewniej przez ostatnie lata się z niego podśmiewano: "Popatrz, taki był ważny, a teraz bieda".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
Komentarze (11)
Zaloguj się
  • xiv

    Oceniono 25 razy 9

    Tak mi się skojarzyła II RP. I rzeczywiście - oficerowie legionowi dostawali małe połacie ziemii z domkiem. Nie znam szczegółów niestety, bo córka takiego oficera (a sama dziecko Andersa) zmarła dwa lata temu i nie mam jak zapytać.

    Z tego co mi wiadomo - szeregowi żołnierze legionów dostawali też rentę czy zapomogę podczas II RP.

    Także - wpłacę pieniądze na fundusz, ale wydaje mi się, że to wolne państwo powinno wziąć w opiekę walczących o nie. I choć uważam, że Romaszewki akurat to państwo naciągnął będąc senatorem, a potem jeszcze biorąc odszkodowanie - na pewno wielu jest takich, którzy się nie dostali do Senatu RP (z różnych przyczyn), a brakuje im do pierwszego.

  • majek-1348

    Oceniono 13 razy 3

    30.08.2013
    Tych prawdziwych polskich patriotów należało by szukać w zakamarkach cmentarnych, ukrytych w workach foliowych, bo nie mogli przeżyć przemian polityczno- gospodarczych i szalonego zarządzania w tym czasie krajem przez „kameleonów od politycznych koryt”,”kameleon i” mają się dobrze, takim nie potrzebna jałmużna bo za symboliczną złotówkę przejęli majątek narodowy. Oni zawsze wiedzieli jak sięgać po nie swoje, po społeczne „powidła”, oni zawsze „i se tu i se tam, ni se tu ni se tam, tez odchodzą zgodnie z zegarem biologicznym, żegnani przekleństwami. majek

  • salt1

    Oceniono 10 razy 2

    Film "Polowanie na jelenie", o którym mówi pan Frasyniuk, jest filmem o klęsce Ameryki. Na tym polega wielkość amerykańskiej kultury, że potrafi mówić o swoich przegranych.

  • harald2

    Oceniono 16 razy 0

    Jaka pomoc!? Przecież maja to oco walczyli. Wszystko jest tak jak chcielismy. ! A że mądrzy inaczej nie znali zasad kapitalizmu to niech maja pretensje do siebie

  • buzz11

    Oceniono 26 razy -2

    Mało się to "steropiany" nachapały" ? Obsiedli wszystkie możliwe urzędy nie mając po temu żadnych kwalifikacji. Przydzielali sobie po znajomości wszystko co się dało zagrabić. A im dalej od Sierpnia tym więcej "działaczy-kombatantów"...

  • paka48

    Oceniono 7 razy -3

    No cóż - ale czy nie lepiej było wziąć się za uczciwą pracę. Byliście przeciwko PRL - owi, czy komunistom? W opozycji do komunistów sypaliście piach w tryby funkcjonowania PRL-u czyli ludziom uczciwie pracującym - nie komunistom, nie daliście spokojnie i uczciwie pracować. Ktoś tą waszą opozycyjna działalność wspierał, niech teraz On zapłaci za wasze pozostawanie bez pracy i nieopłacanie składek ZUS. Nie rżnijcie głupa, Polakom w większości nic dobrego nie uczyniliście, a nawet pogorszyliście ich status. Bezrobocie, brak ubezpieczenia. Oni dziś często też żyją poniżej godności, a dla was sabotażystów PRL-u niby co - luksus? A dla normalnie pracujących ludzi w PRL-u nic. Dziś nagle dodatkowe płace dla sabotażystów - niby za co? Nowa kasta uprzywilejowanych! Wstyd! Niech płaci Wam ten, kto zlecał Wam spieprzenie tego lepszego co było. Mędrcy Grecy głosili: "Nie czyń niczego na czym się nie znasz." Sami sobie to uczyniliście i wara wam od życia na koszt pracujących Polaków - nieroby i niedorajdy.

  • sprzeciw21

    Oceniono 15 razy -3

    Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 przedstawił projekt ustawy o zmianie ustawy o kombatantach i osobach represjonowanych, który w sposób wyważony reguluje problem byłych opozycjonistów z czasów PRL. Ustawa przenosi 4 istniejące artykuły z ustawy o emeryturach i rentach z FUS do ustawy kombatanckiej i w ten sposób osoby represjonowane oraz osoby które mogą udowodnić pracę na rzecz organizacji podziemnych będą mogły uzyskać status kombatanta i uprawnienia z tym związane. Nie potrzebna żadna spec-ustawa.

    Zob. serwis21.blogspot.com/2013/08/zrownac-weteranow-opozycji-prlowskiej-z.html

  • neurogin

    Oceniono 14 razy -4

    No właśnie sprawa jest tragikomiczna. Współczuję wszystkim dawnym działaczom, którzy obecnie nie mają środków do godnego życia. Ale przecież to ich walka o wolność i demokrację doprowadziła do kształtu obecnej Polski. A może się mylę?
    Liberał by powiedział: sami sobie winni, kto przedsiębiorczy to ma się dobrze. A jak ktoś już nie jest młody, zdrowy i bogaty? Takie życie...

  • kibicka.rr33

    Oceniono 16 razy -6

    Frasyniuk nie pie...
    Mają twoi kumple to, o co walczyli.Ty masz znacznie więcej niż inni , bo brałeś calami garściami wszystko to co dawano zza granicy na obalenie legalnych władz w PRL. Przypominam, PRL był członkiem ONZ i był uznawany przez wszystkie kraje .
    Wielu Polaków zostało oszukanych i okradzionych nawet z godności przez takich jak :Walesa, Frasyniuk, Romaszewski, Tusk czy Kaczyński!
    Teraz w tej twojej "wolnej " Polsce jest:powszechna bieda, bezdomność ,brak środków na życie dla uczciwych ludzi. Teraz w tej Polsce: Frasyniuka, Walesy, Kwaśniewskiego, Leszka Milera, Oleksgo, Romaszewskiego ludzie nie z sławnej winy są pozbawieni praw, które gwarantuje Konstytucja-tam jest zapisane prawo, a które w tej Polsce realizowane.
    W twej Polsce, Rzeczpospolitej Polskie, Polacy są bezdomni, bez pracy -nie własnej winy są tego pozbawieni.
    Polacy w 2013 roku mieszkają:piwnicach , altankach, szopach, bunkrach , kanałach ściekowych, na strychach. Polacy w tej Rzeczpospolitej Polsce są pozbawieni wszelkich praw a pożywienie szukają na śmietkach!
    Frasyniuk, nie pie...
    Przez takich jak ty,ta Polska jest dla bardzo wielu uczciwych Polaków nie ojczyzną a macochą , wyrodną matką.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX