Nie mylą pana z Czesławem Miłoszem?

- Nie sądzę, by ktoś nas mylił. Jestem do niego podobny, ale trochę mi sypnęło - szczęśliwie i nieszczęśliwie - także ze strony mamy. Choć może z wiekiem coraz bardziej wchodzę w jego skórę

Jaki pierwszy obraz ojca pan pamięta?

- Jest coś dziwnego w tym, jak technologia zmienia nasze wspomnienia. Pamiętam jakieś obrazy z Waszyngtonu, gdzie się urodziłem, ale mam też z tego okresu zdjęcia, i trudno mi rozróżnić, co pochodzi z moich oczu, a co z soczewki aparatu. Na przykład ojca dobrze pamiętam jako wychodzącego do biura - z teczką, w marynarce, krawacie i kapeluszu, bo wtedy panowie chodzili w kapeluszach. Bardzo mi się podobał ten kapelusz. Ale mam też zdjęcie, na którym jako mały chłopiec idę właśnie w tym jego kapeluszu. Więc skąd ten obraz ojca z teczką, w kapeluszu, czy z fotografii, czy z pamięci, nie wiem.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej