Ta historia zaczyna się w łóżku chudej Kaśki o szóstej rano. Dzwoni budzik. Kaśka wstaje i cichutko, żeby nie obudzić syna i mamy, wychodzi z domu. Pociąg osobowy rusza z Dworca Gdańsk Główny o 7.40 i ona musi na niego zdążyć. W dwie godziny dojeżdża do Laskowic. Wysiada, a z nią kilku, czasem kilkunastu, skurczonych z zimna, niewyspania i smutku ludzi. Łapią autostop, bo autobus do Świecia będzie dopiero za godzinę.

W Świeciu Kaśka idzie prosto do szpitala psychiatrycznego. Tam, w wydzielonym zakamarku, pielęgniarka nalewa jej do kubka trochę słodkiego syropu, który Kaśka wypija na miejscu. Do małej butelki siostra wlewa jej zapas syropu do domu.

Znosi głód, nie daje euforii

Syrop, który Kaśka musi pić codziennie, to metadon. Jest syntetycznym opiatem, kilka razy silniejszym środkiem niż morfina. Właściwie to...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.