Jak dojść do miejsca, gdzie kiedyś stała stodoła, w której spalono Żydów? - pytam uczniów wracających ze szkoły.

Chłopiec z tornistrem na plecach: "Niech pan kogoś innego spyta".  

Nastolatek w pufiastej kurtce: "Za dużo tłumaczenia".

Dziewczyna w niebieskim płaszczu: "Nie wiem".

- Może po prostu źle pan sformułował pytanie - mówi dyrektorka domu kultury w Jedwabnem Jadwiga Bekus. - Trzeba pytać o obelisk albo pomnik żydowski, a nie o miejsce mordu na Żydach.

- Przecież pomnik stoi na miejscu mordu, więc jaka to różnica? - pytam, ale zakłopotana dyrektorka milczy.

Na rynku pustki. Tylko co pewien czas ktoś podjeżdża samochodem i wpada do spożywczaka na szybkie zakupy. Pod zakładem pogrzebowym Niebo chwieje się grupka mężczyzn. Ze sklepu wychodzi dwudziestokilkuletni chłopak. Kupił ziemniaki, chipsy i trochę owoców. Proszę go, by wskazał mi jakieś ciekawe miejsce w Jedwabnem.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej