Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Pielęgniarki z lubelskiego szpitala pamiętają, że Dorota, młoda matka, coraz rzadziej przychodziła do małego Adriana, który trafił na oddział z chorymi nerkami latem 2005 roku, niemal prosto z porodówki. Gdy miał pół roczku, szpital wysłał go na operację do Warszawy. Gdy mały wrócił, był sierotą. Matka zniknęła.

Prof. Małgorzata Zajączkowska, szefowa nefrologii lubelskiego szpitala, pamięta, że szukali mu domu. Ośrodek Pomocy Społecznej w Lublinie w internecie dał ogłoszenie: "Rodzice dla Adriana potrzebni od zaraz".
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej