U nas we wsi kobiety uważają się za święte - Daniel pociąga łyk piwa, puszkę stawia na ziemi. - Latają do kościoła po dwa razy dziennie, różaniec klepią, pokazują księdzu swoje domy z krzyżami i ze świętymi obrazkami. A ledwie ksiądz się odwróci, to z nich diabeł wyłazi. Wrzeszczą na cały regulator: Wy chujozy! Pojeby! A my tylko piwo sobie pijemy. Nikogo przecież nie krzywdzimy. Czy to grzech pić piwo?



Pytanie Daniela snuje się przez wieś niczym kurz po przejeżdżającym z impetem polonezie.

Wysoki, szczupły, 21 lat. Bez pretensji do życia, choć z marzeniem, by być stolarzem na etacie, a nie stolarzem na czarno. Plany sięgają najdalej kolejnego weekendu: gdzie jaka dyskoteka, a gdzie zwykła wiejska zabawa, centrum rozrywki i załatwiania porachunków.

Nieśmiałość i świeża rana na głowie po ostatniej zabawie to znaki szczególne Daniela. - Potupanki są fajne, bo jak się bijesz, to nikt nie rozdzieli i możesz sprawy załatwić do końca. Z ostatniej właśnie potupanki Daniel wyniósł zwichniętą rękę, rozwaloną nogę i głowę.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej