W "Gazecie" Dariusz Nowacki (31 sierpnia, "Matka Polska kontra Germania") zachwyca się najnowszą powieścią Szczepana Twardocha "Wieczny Grunwald". Książkę też przeczytałem z zaciekawieniem, ale zrozumiałem ją trochę ina- czej niż Nowacki. Według niego Twardoch przekonuje czytelnika, że "na polach grunwaldzkich ujawniła się okrutna zasada: Polaków i Niemców połączyła krew i przemoc, i to w uścisku bez mała miłosnym". Moim zdaniem jest inaczej - Twardoch jako Ślązak sceptycznie odnosi się do realności tworów takich jak "Polacy" i "Niemcy".

Powieść Twardocha opowiada przecież o alternatywnej rzeczywistości, w której te twory zyskały realność - inaczej niż w naszym świecie, w którym są sztucznym konstruktem stworzonym przez XIX- i XX-wiecznych pisarzy i polityków. Najwięcej wysiłku w to, żebyśmy bitwę pod Grunwaldem uważali za starcie polsko-niemieckie, włożyli endek Sienkiewicz i komunista Gomułka. A przecież samo nazwanie kogokolwiek na początku XV wieku "Polakiem" albo "Niemcem" ma tyle samo sensu co nazwanie azteckiego wodza Montezumy "Meksykaninem" - tych narodów wtedy jeszcze nie było w sensie współczesnym.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej