W policji nie obowiązuje zasada domniemania niewinności? Pomówiony policjant jest w oczach przełożonych właściwie skazany. A to oznacza, że trzeba jak najszybciej oczyścić szeregi i pozbyć się go ze służby.

- Zasada domniemania niewinności obowiązuje. Niemniej zdarzało się, że zawodził system rozliczania wyników pracy Biura Spraw Wewnętrznych policji. Policjanci i nadzorująca ich prokuratura brali pod uwagę tylko te dowody, które obciążały podejrzanego, nie weryfikując ich i nie przyjmując wniosków, które składał sam poszkodowany.

Niestety czasem prokuratorzy bywają nieprzygotowani do pracy na materiale operacyjnym, np. na materiale z podsłuchów czy informacjach od poufnych osobowych źródeł informacji. Stąd zdarzały się tragiczne w skutkach dla pomówionych policjantów pomyłki.

Pamiętam sprawę, kiedy chciano aresztować policjantkę za to, że - jak mówił świadek koronny - nie zareagowała, gdy on wręczał łapówkę innemu funkcjonariuszowi. Zdaniem prokuratury nie poinformowała o tym przełożonych. Funkcjonariuszka nie trafiła do więzienia tylko dlatego, że miała niepełnosprawne dziecko. A jakie były dowody? Świadek koronny nie zeznawał precyzyjnie, gdzie i kiedy wszystko to się działo, twierdził, że policjantka była blondynką. Potem okazało się, że w tym właśnie czasie oskarżona kobieta miała naturalny kolor włosów i nie był to blond. Mało tego: świadek dostał do jej identyfikacji tablicę poglądową z jej zdjęciem jako blondynki i ze zdjęciami trzech mężczyzn. Jest to niezgodne ze sztuką prowadzenia postępowania, ale to wszystko nie przeszkadzało prokuratorowi i sprawa trafiła do sądu. Policjantka już wygrała sprawę o przewlekłość postępowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, a w polskim sądzie nadal nie rozpatrzono sprawy. Takie przypadki są nie do przyjęcia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej