Najsłynniejszym w świecie polskim ochroniarzem jest Marek Sieroszewski z Białej Podlaskiej. Pracuje w Warszawie, ale nie ma tam mieszkania, bo go nie potrzebuje. Ochrania trzy miejsca jednocześnie - dwa apartamentowce i jedną budowę. W każdym z punktów ma 12-godzinną zmianę. Gdy kończy się jedna, na Mokotowie, wsiada w autobus i jedzie zaczynać drugą - na Ursynowie. Potem zmiana numer trzy - Targówek - i natychmiastowy powrót do pierwszego miejsca pracy. Tak w kółko, przez dwa albo trzy tygodnie.

- Nazywam to maratonem. A wyjazd do domu - przepustką.

- Gdzie pan sypia w trakcie maratonu?

- Na danym obiekcie. Jest nas kilku na zmianie i tak sobie obiekt układamy, żeby jeden mógł się zdrzemnąć bez obniżenia standardu ochrony. Siada się na krześle w pomieszczeniu gospodarczym i już.

- A mycie?

- Musi wystarczyć umywalka. Sprzęt kosmetyczny wożę ze sobą...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej