Można ufać KGB?

Czasami trzeba. Do Indeksu Represjonowanych szukaliśmy danych o 60 tysiącach Polaków deportowanych w latach 1940-41 do rejonu Archangielska. Ich dokumenty były w lokalnym archiwum KGB, całkowicie niedostępnym. Współpracujący z nami ludzie z Memoriału wiedzieli o tym, ale dokumentów nie udawało się wydobyć. W końcu przekonali archiwistów, żeby na podstawie swoich dokumentów sami zrobili nam bazę komputerową z biogramami. Na to się zgodzili - nie tracili żadnych dokumentów, niczego nie kopiowano.

Płaciliśmy 50 centów za osobę - gdyby całość zamówić w kserokopiach, wyszłoby zapewne po 10 dolarów za człowieka. To była pokerowa gra - archiwiści z KGB zażądali pieniędzy z góry. Jak im ufać? Wpadliśmy w popłoch. Jak przekonać sponsorów, żeby w takiej sytuacji wyłożyli pieniądze? Mieliśmy tylko taką obietnicę, że kiedy oni nam już zrobią bazę, memoriałowcy będą mogli posprawdzać dowolne nazwiska. I okazało się, że byli kagiebiści przeprowadzili niezwykle rzetelną kwerendę - mamy kompletne zestawienie z opisem losów wszystkich deportowanych do tego obwodu - także kto gdzie zmarł, gdzie został pochowany.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej