> Jestem trochę dziki, jeszcze nigdy nie wysłałem maila.

Pierwszy wyrok dostałem w 1986 roku. Skazali mnie na 12 lat. Zacząłem od portmonetek, obrączek i zegarków. Dwie, trzy wypłaty miesięcznie zgarniałem. Łatwo szło. Wychodziłem po kasę tylko w dni wypłat. Faceci wypłatę razem z kwitkiem w rękach żonom nosili. Ale po drodze lądowali w monopolowym. Nawet nie trzeba było ich bić. Stawiało się gościom pół litra wódki i wracało do domu z pieniędzmi.

> Z dobrej rodziny jestem, pobożnej, wielodzietnej.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej