Gruba, twarda - zapamiętała Krystyna Goldbergowa, redaktor w wydawnictwie Iskry.

- Ja nawet nie umiem nazwać jej koloru - wspomina profesor Michał Głowiński, literaturoznawca.

- Czasami taka niebieskawa - opisuje Andrzej Zasieczny, właściciel wydawnictwa CB.

- Kalecząca niektóre zady - stwierdza Jerzy Urban, w latach 80. rzecznik prasowy rządu. - Albo dla oszczędności tak miękka, jakby cienką bibułką usuwać nieczystości.

- Rolka papieru toaletowego była w Polsce Ludowej mrocznym przedmiotem pożądania - zapamiętała aktorka Zofia Czerwińska. - Stała się królową PRL.

Cywilizacja komunizmu

Jak przystało na królową, trudno było ją zdobyć.

W PRL-u brakowało nie tylko mięsa, cukru i sznurka do snopowiązałek - ale też papieru toa-letowego. Filmowcy z "Polskiej Kroniki Filmowej" przeprowadzili śledztwo i ustalili, że na głowę - choć raczej nie o głowę chodziło - Polaka przypadało rocznie siedem rolek. Czyli około metra papieru toaletowego dziennie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej