NIEMCY

Umiera partyzant "Orzeł", rodzi się "Ogień"

Józek Kuraś piękny był. Postawny, wysoki, dziewczyny za nim ganiały, sam nie musiał. Hulał, że hej, tańcował, godki znał, na bacówkach nie było chwili, żeby wiców nie opowiadał, śmiał się głośno, słychać go było na wszystkich polanach. Ożenił się, synek już na świecie - było się z czego radować, choć dookoła wojna.

I Polskę Józek kochał, jak umiał najmocniej. Za tę Polskę wszystko go spotkało. Bo przecież nie musiało być, jak było. A było.

Przyszedł czerwiec 1943 roku. Robił akurat przy drzewie na zboczu powyżej wsi. Ci, co pamiętają tamte czasy, mówią, że wszystko widział, choć z dala, na własne oczy. Niemcy zatrzymali się pod Kurasiowym obejściem. Na niemiecki rozkaz zjechali strażacy z okolicznych...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.