To on wyprowadził robotników na ulicę. Teraz nie wie, co robić. W głowie kołacze mu myśl: ,,Źle to zorganizowałem".Bezradnie patrzy, jak robotnicy przewracają tramwaj, by zabarykadować ulicę. Widzi, jak koledzy zdobywają jeden z czołgów.

Jest 28 czerwca 1956, centrum Poznania. Robotnicy wdzierają się do więzienia i atakują gmach Urzędu Bezpieczeństwa. Rzucają butelki z benzyną. Ubecy strzelają z okien do tłumu - pada 57 zabitych, w kałuży krwi leży dziecko.

Z nożem na propagandę

Wiosna '56. 28-letni stolarz Stanisław Matyja z Zakładów Cegielskiego dostaje nową kartę z zawyżonymi normami pracy.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej