Doboszyński od lat mieszka w rodzinnym majątku w Chorowicach i z pasją działa w krakowskim okręgu Stronnictwa Narodowego: zakłada biblioteki objazdowe z literaturą narodową, publikuje broszury swojego autorstwa. Policja uważa go za polityka niebezpiecznego; często konfiskuje firmowane przez Doboszyńskiego druki, rozpędza zebrania, aresztuje jego współpracowników.

Sfrustrowany inż. Doboszyński stworzył z lokalnych aktywistów ruchu narodowego, małorolnych chłopów, robotników i drobnych rzemieślników nielegalną formację paramilitarną. Nazywa ją drużynami ochronnymi albo milicją. W czerwcu na własną rękę zdecydował się dokonać spektakularnego najazdu na liczące 7 tys. mieszkańców powiatowe miasteczko Myślenice, aby, jak twierdził, obudzić w kraju narodowego ducha. Z myślą o napaści na Myślenice za własne pieniądze kupił dla swoich ludzi 140 kg chleba, 70 kg kiełbasy, 140 paczek tytoniu fajkowego i 100 sztuk amunicji.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej