Do ogniska Brata Alberta w Szczecinie przyjechałem na początku roku szkolnego 1992/1993. Celem mojego przyjazdu było zamieszkanie w ognisku, gdyż wcześniej zostałem wyrzucony ze szkoły i internatu.

O ognisku usłyszałem od znajomych, którzy przez ks. Jarosława (...) mieli kontakt z ks. Andrzejem - dyrektorem ogniska. Mieszkając w ognisku podjąłem naukę w tej samej szkole, do której powtórnie mnie przyjęto (...). Miałem wtedy 17 lat. Czymś bardzo krępującym było dla mnie, kiedy podczas przyjmowania do ogniska ks.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej