Przyszedłem do ogniska na wiosnę 1992 roku. Miałem wtedy 15 lat. Gdzieś dwa lub trzy miesiące po przybyciu do ogniska ks. Andrzej zaprosił mnie do pokoju, kazał mi się położyć do łóżka. Był wystraszony i sparaliżowany lękiem.

Zaczął mnie obmacywać, dotykać po genitaliach, nakłaniał mnie żebym ja też go dotykał po genitaliach (nie zrobiłem tego, leżałem bezsilnie). Doprowadził mnie do orgazmu, po czym kiedy wstałem kazał siebie uderzyć, bo mnie skrzywdził. Miał wyrzuty sumienia. ja nic nie zrobiłem, tylko wyszedłem.

Następny raz wydarzył się latem. Znowu zostałem zaproszony do ks. Andrzeja do pokoju (w ciągu dnia razem jeździliśmy samochodem, załatwiając różne sprawy). Byłem w krótkich spodenkach. Ksiądz zdjął sutannę i zaczął mnie obmacywać, dotykać po genitaliach, wkładając mi ręce do majtek. Wtedy ja też zacząłem na jego prośbę dotykać jego genitaliów. Doszło do wzajemnego orgazmu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej