W 1995 roku biskup Stanisław Stefanek spotkał się z wychowawcami Ogniska im. św. Brata Alberta w Szczecinie. Nie uwierzył im, że ksiądz Andrzej, dyrektor ogniska, może wykorzystywać seksualnie swoich nieletnich podopiecznych.

Nie uwierzył też jego zwierzchnik, metropolita szczecińsko-kamieński arcybiskup Marian Przykucki.

Nikt nie wysłuchał ofiar, nikt nie próbował im pomóc, bo przecież nie było sprawy. A ludziom, którzy dążyli do jej wyjaśnienia, powtarzano: nie działajcie na szkodę Kościoła.

Mijały lata. W 2003 roku dominikanin ojciec Marcin Mogielski spisał zeznania molestowanych chłopców. Trafiły na biurko nowego metropolity szczecińsko-kamieńskiego arcybiskupa Zygmunta Kamińskiego. Przeleżały ponad cztery lata bez efektu.

Zeznanie pierwsze. Ryszard

Przyszedłem do ogniska na wiosnę 1992 roku. Miałem wtedy 15 lat. Gdzieś dwa lub trzy miesiące po przybyciu do ogniska ks. Andrzej zaprosił mnie do pokoju, kazał mi się położyć do łóżka. Byłem wystraszony i sparaliżowany lękiem. Zaczął mnie obmacywać, dotykać po genitaliach, nakłaniał mnie, żebym ja też go dotykał (nie zrobiłem tego, leżałem bezsilnie). Doprowadził mnie do orgazmu, po czym kiedy wstałem, kazał siebie uderzyć, bo mnie skrzywdził. Miał wyrzuty sumienia. Ja nic nie zrobiłem, tylko wyszedłem.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej