Rok 2000. Sąd okręgowy, Berlin Moabit. Przed budynkiem stoją wozy transmisyjne najważniejszych światowych telewizji. Za chwilę na sali usiądą twórcy planu 14.25. To system kontrolowanego przez państwo dopingu. Dzięki niemu NRD było sportową potęgą.

Pierwszy oskarżony to Manfred Ewald, prezydent Niemieckiego Związku Gimnastyki i Sportu. Drugim jest Manfred Höppner, kierownik grupy operacyjnej "UM". UM to Unterstützende Mittel - Środki wspomagające.

W NRD słowa "doping" nie używano.

Kiedy wchodzą na salę, Ute Krause chce być jak najbliżej oskarżonych ("żeby spojrzeć im w oczy"). Andreas Krieger przeciska się w tę samą stronę. - Na procesie spotkaliśmy się po raz pierwszy. To była miłość prawie od pierwszego wejrzenia - powie mi potem Ute.

Brigitte Michel siada z boku ("jak ich wprowadzali, nie czułam nic"), tak samo jak Birgit Heukrodt, Ines Geipel ("Codziennie zmieniałam sukienkę, żeby czuć się przede wszystkim kobietą, a nie ofiarą"). Są też inni. Razem 22 oskarżycieli posiłkowych.

Proces trwa trzy miesiące. Wyrok: 22 miesiące w zawieszeniu dla Manfreda Ewalda, 18 miesięcy w zawieszeniu dla Manfreda Höppnera. Kary finansowej sąd nie wyznaczy. Nie chce, by myślano, że oskarżeni mogą odkupić pieniędzmi swoją winę.

Ute Krause powie: - Karę wymierzono, ale co z tego, skoro my wciąż musimy żyć z ciałami, które już nigdy nie będą nasze. I z lękiem, że niebieskie tabletki, którymi nas faszerowano, są bombą z mocno opóźnionym zapłonem.

BIRGIT HEUKRODT

Za mało seksu, dziewczyny

Jest w piwnicy. Słyszę, jak przesuwa kartony. Otwiera. Znów przesuwa. Kiedy przychodzi na górę, trzyma w dłoni kilkanaście medali i małą flagę NRD.

- Reszty nie mogę znaleźć. Czy oddałabym medale? A czy ktoś może mi zagwarantować, że te, które pływały na torach obok, nie były na dopingu?

Birgit Heukrodt ma 43 lata. Mówi głośno, niskim, męskim głosem. Głośno się śmieje. Mieszka z mężem i synem na wsi pod Berlinem. Jest chirurgiem, orzecznikiem ubezpieczeniowym. W latach 1974-84 była pływaczką największego klubu w NRD - SC Dynamo Berlin.

- Musieliśmy podpisać dwa kwity - zrzeczenie się możliwości wyboru lekarza (chodziliśmy tylko do lekarzy wyznaczonych przez trenerów) i obietnicę milczenia o wszystkim, co dotyczy sportu wyczynowego.

Preselekcja zawodników zaczynała się w drugiej klasie podstawówki.

- Na wuefie pojawiali się obserwatorzy ze szkół sportowych - opowiada Birgit. - Wzięli mnie do szkoły sportowej przy klubie Dynamo Berlin, choć wcale dobrze nie pływałam. Miałam za to warunki. Po rodzicach. Matka wioślarka, 176 cm i ojciec, bokser, 192 cm.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej