Ponad 600 żydowskich więźniów pod ścisłą kontrolą Niemców i ich ukraińskich pomocników obsługuje machinę śmierci i jej nadzorców.

Żaden z nich nie ma złudzeń, że po tym, co w Sobiborze zobaczył, Niemcy pozwolą mu przeżyć. Jedyną szansą jest ucieczka. Ale z Sobiboru uciec jest bardzo trudno. Obóz położony w kompleksie leśnym nad Bugiem otoczony jest potrójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego pod napięciem, a teren wokół zaminowano.

Udało się nielicznym. Trzej Żydzi prowadzeni w tłumie nagich ofiar do komór gazowych w zamieszaniu schowali się w krzakach. Nocą prześlizgnęli się pod drutami kolczastymi i uciekli do lasu.

W grudniu zeszłego roku dwóch ukraińskich strażników zdezerterowało, zabierając ze sobą troje więźniów. Przed czterema miesiącami dwóm więźniom udało się nocą przeciąć druty kolczaste, przeczołgać przez strefę obserwacji strażników, przez pole minowe i uciec.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej