Od 17 lat siedzi w więzieniu, ale los ciągle styka go ze znanymi ludźmi.

Wyrok zawdzięcza największemu zawodowi prezydenta - Januszowi Kaczmarkowi.

Bezskuteczną obronę - największej miłości posłanki Joanny Senyszyn, czyli jej mężowi.

Pierwsze procesowe zwycięstwo - największej gwieździe rockpolowej estrady Michałowi Wiśniewskiemu.

"Jeanny" w wykonaniu Ich Troje



"Jeanny" zaśpiewane przez Falco



To, co powiem, dotyczy wyrwanego serca

Piotr Bogdanowicz usłyszał przebój w więziennym radiowęźle - siedem lat temu. Akurat siedział w Potulicach. W tym - kluczowym dla naszej opowieści - momencie zresztą nie siedział, tylko wracał do celi z kaplicy, gdzie był pomocnikiem kapelana. Głośnik-szczekaczka wisiał na korytarzu. Michał Wiśniewski śpiewał ochryple:

"Słuchaj, Jeanny...

Dlaczego piszę ten list?

Ano... to, co powiem, nie dotyczyć będzie ziemi ani niebios,

Ani przebijanych igłą.

To, co powiem, słoneczko, nie będzie dotyczyć mężczyzny ani kobiety.

Ani mnie, ani Ciebie.

To, co powiem, dotyczy jedynego wyrwanego serca. A jeszcze, owszem... kamieni to dotyczy.

A że kamieni, także i drugiego serca.

Dlatego piszę ten list".

- No i to już, prawda, bezczelne było - Bogdanowicz zapala papierosa i idzie z nami do samochodu. 15 minut temu wyszedł na przepustkę. Do powrotu za kratki zostały 4 dni, 23 godziny i 45 minut. - Bezczelne, bo dwa razy w jednej zwrotce zaznaczył, że on sam ten list pisze...

A przecież to Bogdanowicz dwa lata wcześniej tekst napisał i nawet opublikował w zbiorku więziennych poetów:

"To, co mówię, nie dotyczy ziemi ani niebios, to nie dotyczy poprzebijanych igłą;

to, co mówię, nie dotyczy mężczyzn ani kobiet, ani też pisma ślepców, pisma zrozpaczonych.

To, co mówię, dotyczy jednego wyrwanego serca i jeszcze, owszem, kamieni to dotyczy

- a że kamieni, więc także i drugiego serca".

- Jeszcze tego samego tygodnia, kiedy usłyszałem Ich Troje, poprosiłem kumpla z celi obok, żeby mi kupił płytę, jak wyjdzie na przepustkę - Bogdanowicz skończył już papierosa, siada na tylnym siedzeniu i ruszamy spod więzienia. Zaczyna padać. - Kolega wrócił po tygodniu - opowiada. - Przywiózł krążek, oglądam okładkę, patrzę, a tam jest napisane tak: "Jeanny - end of the story. Autor słów Michał Wiśniewski, Potulice, kompozytor Jacek Łągwa". Nieładnie, chłopcy... - myślę sobie. Początkowo napisałem do nich tylko grzeczny list. Przypomniałem, jak w 1997 roku koncertowali u nas w zakładzie karnym i jak po koncercie dałem Wiśniewskiemu ten wiersz na kartce. Zapytałem, czy nie jest im głupio. Nie odpowiedzieli. Wysłałem więc drugi list, już trochę ostrzejszy w tonie. Znowu mnie olali. To napisałem jeszcze raz: że jak mnie będą dalej lekceważyć, spotkamy się w sądzie. Najpierw chciałem 8 tysięcy, potem 10.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej