Franek, bałeś się?

- Strasznie, najbardziej w autozaku. To taka wielka blaszana więźniarka, którą milicyjny konwój rozwozi kryminalistów i politycznych po mińskich więzieniach. Najpierw siedziałem w milicyjnym areszcie, sam w zimnej celi małej jak karcer. Bałem się, bo nie wiedziałem, co mnie czeka. Czułem, że jeszcze dwa, trzy dni i zdechnę albo zwariuję. O pierwszej w nocy przyjechał autozak. W środku są małe metalowe boksy, pół na pół metra, bez okienka i światła. Siedzisz tam, nic nie widzisz, tylko słuchasz.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej