Silke Mohs z Halle w byłym NRD wychodzi z urzędu pracy na ulicę. Zła na urzędniczkę, bo znowu wysyłała ją pod francuską granicę. Urząd szuka pracy w całych Niemczech. Jak znajdą, trzeba jechać, bo tracisz zasiłek.

- Przecież mam babcię pod opieką - broniła się pani Mohs.

- Są domy starców - uparła się urzędniczka.

- A mieszkanie? Jak pojadę na drugi koniec Niemiec, muszę coś wynająć, z czego się utrzymam?

- Robotnicy ze wschodu, z Polski, Rosji śpią w samochodach. Pani też może.

Pani Mohs skoczyło ciśnienie, urzędniczka ustąpiła.

Ma 43 lata, od 1993 roku bez pracy. Stale słyszy, że jak wszyscy Ossi jest leniwa, bezradna i rozpuszczona. Że trzeba im jeszcze obciąć zasiłki, to przyjmą każdą pracę.

Sekretarz generalny CSU powiedział, żeby bezrobotni nie jeździli na urlopy do ciepłych krajów, tylko odkładali na emeryturę. Inny wymyślił - niech jeżdżą tramwajami i pilnują, żeby nikt nie podłożył bomby.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej