Cztery kobiety i ośmiu mężczyzn. Doradcy polityczni Kazimierza Marcinkiewicza jadą na tym samym wózku co premier. Jak szef poda się do dymisji, odejdą razem z nim. "Bez obaw, poradzimy sobie" - zapewniają. Bardziej od utraty pracy boją się utraty twarzy. "Wicepremier Lepper? To jakiś żart!" - mówią z niedowierzaniem.

Teczkowy

Telefon i teczkę premiera nosi jego doradca i osobisty asystent Michał Wiórkiewicz. Ma 26 lat, wygląda na 18.

- Pełnię osobistą służbę przy premierze. Jestem kwadrans przed nim, wychodzę zawsze po nim. Czuwam nad spotkaniami, dyskretnie przypominam gościom, że czas przeznaczony dla nich się kończy. Premierowi nie wypada tego robić, za to osobistemu sekretarzowi jak najbardziej.

Wykonuje też nietypowe zadania.

- Ostatnio napisał do nas Chińczyk. Prosił o zdjęcie i autograf premiera. Bardzo mu zależało, bo kolekcjonuje zdjęcia i podpisy polityków z całego świata. Premier polecił tę sprawę załatwić - opowiada.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej