Brt, brw, brd. Grw, grt, grd - poseł Tadeusz Cymański trenuje przed lustrem wymowę. Wygina tak język już od prawie 40 lat, odkąd jako ministrant niewielkiej parafii w Nowym Stawie pod Malborkiem trafił na organizowane przez biskupa kursy wymowy dla kościelnych lektorów. Wtedy mały Tadek zachodził w głowę: po co komu taka męczarnia? Teraz wie, że nauka nie poszła w las. Gdy trzeba wypowiedzieć normalne zdanie, słowa płyną z ust same - jak miód z dzbana. Na przykład:

- Gdy w 2001 roku wyłonił się zza horyzontu żagiel tej pięknej fregaty. Nie! Ten imponujący galeon PiS-u... Myśmy z Wieśkiem Walendziakiem siedzieli na maleńkiej tratwie pośród wzburzonego oceanu. I nie wiedzieliśmy, czy kapitan zabierze nas na pokład - płynące jak miód słowa posła przywodzą na myśl kazanie natchnionego kaznodziei.

Kapitan Jarosław Kaczyński zabrał ich na pokład. Wybaczył Cymańskiemu krótką przynależność do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego (partii Jana Rokity) i pozwolił przesiąść się z tej tratwy na pokład galeonu.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej