Kariera Jacka Kurskiego to pasmo błyskotliwych wzlotów, częściej bolesnych upadków. 12 lat startował w wyborach, zanim wreszcie został posłem. Sześć razy zmieniał partie. Zwykle odchodził skłócony. Dorobił się wyrazistego wizerunku: specjalista od czarnego PR, polityczny gangster, najemnik. Ale też: skuteczny, inteligentny, świetny specjalista od mediów.

Sam mówi, że najważniejsza jest prawda, a on wali ją ludziom prosto w twarz: rozlazła baba (o Marianie Krzaklewskim), Żydzi i masoni (Unia Wolności), polityczny trup (Lech Wałęsa).

W poniedziałek po ostatnich wyborach do Sejmu Kurski odpalił laptopa i skasował 50 e-maili z gratulacjami, które przyszły w nocy. Skasował też SMS-y w swoich dwóch telefonach, żeby odblokować skrzynkę, na czytanie nie było czasu. Nałożył jedzenie do miseczki kota Dresia i pojechał do radia udzielić pierwszego w życiu wywiadu jako poseł.
...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.