Po mieście od rana krąży pułkownik Arvid Horn, któremu król Szwecji Karol XII zlecił przeprowadzenie elekcji wyznaczonego przez siebie kandydata na króla Rzeczypospolitej. Dziś upływa ostateczny termin wyznaczony przez szwedzkiego monarchę. Horn odwiedza senatorów, namawia do wymarszu na pole elekcyjne. Wszyscy wymawiają się. Prymas Michał Radziejowski zamknął się w pałacu. Także hetman wielki koronny Hieronim Lubomirski wybierać króla nie ma zamiaru. Czeka na przybycie podległych mu wojsk. Wtedy regimenty szwedzkich piechurów stojące przed Wolą nie będą już dyktować warunków.

Wszystko zaczęło się przed czterema laty. Car Rosji Piotr I, August II, występujący wtedy jedynie w roli elektora saskiego, ale nie króla polskiego, i król Danii Fryderyk IV wypowiedzieli wojnę Szwecji. Wydawało się im, że będzie to spacerek po przepiękne łupy - szwedzkie posiadłości nad Bałtykiem. Król Szwecji Karol XII miał wtedy
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej