Ludwik Dorn - kiedyś "trzeci bliźniak" - powtarza, że PiS przewróci się o własne nogi. Nie bardzo w to dotąd wierzyłem, bo Jarosława Kaczyńskiego uważam za najzręczniejszego polskiego polityka. Teoria Dorna zaczyna się jednak sprawdzać.

Oto związane z PiS stowarzyszenie Ordo Iuris wpycha do Sejmu projekt, który nie przeraziłby chyba tylko jednej grupy wyborców: ludzi naprawdę zamożnych. Taka ustawa byłaby do przełknięcia dla wyższych menedżerek warszawskich korporacji i może piosenkarki Dody, która w jednym z wywiadów wyznała, że nawet nie wie o istnieniu jakiegokolwiek zakazu aborcji w Polsce. Cała reszta, słysząc o pomysłach Ordo Iuris, mogła tylko zadrżeć. Najmocniej elektorat PiS - ten podebrany lewicy, mniej zamożny, ciężko pracujący na śmieciówkach i skazany na publiczną służbę zdrowia. Projekt na szczęście odrzucono, ale słyszymy zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego, że prawo antyaborcyjne trzeba będzie jednak zaostrzyć.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej