- Ale niech pani powie, jak to możliwe, że po tylu latach?!

Siedzimy przy stole w domu Arkadiusza i Danuty Bieńkowskich. Siedzimy już tak długo, że zrobiło się ciemno, a Danuta zapomniała o kurach, które biegają jeszcze po podwórku. Przed nami leży list wysłany z Ameryki 125 lat temu.

To jest okrynt. Gudbaj

Warszawa, 1941 rok. 25-letni Witold Kula uczy historii na tajnych kompletach. Przygotowując się do zajęć, czyta podręcznik archiwistyki. "I nagle sensacja!" - wspomni po latach. Czyta kilka razy: "Kancelaria Ober-Policmajstra Warszawskiego posiadała w swoim czasie specjalny wydział do walki z agentami emigracyjnymi, grasującymi w Królestwie Kongresowym. Akt tego wydziału zachowało się bardzo niewiele, pozostał natomiast w spuściźnie po tym wydziale ogromny, kilka skrzyń liczący zbiór tzw. listów amerykańskich, tj...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.