"Co z ciebie za matka?". Jeszcze nikt mnie o to nie spytał. Syn od jakiegoś czasu mieszka u babci i to na nich dwoje spadły wszystkie nieprzyjemności.

Od dawna ciężko choruję, dorabiam na czarno. Pieszo nie byłabym w stanie wrócić do domu, więc przyjeżdża po mnie moja mama. Zawsze o godzinie siedemnastej. Tamtego dnia nie przyjechała. W końcu pozwolili jej do mnie zadzwonić. Nie mogła wyjść z domu, zatrzymała ją Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kiedy tam pojechałam, drzwi były zamknięte, nie chcieli mnie wpuścić. Przez domofon powiedzieli, że zaraz skończą, ale wyszli dopiero po dwóch godzinach. O tym, co się działo wcześniej, dowiedziałam się od mamy i Daniela.

ABW

Ośmiu ich było, chyba wszyscy ABW. Wpadli i moją starą matkę, emerytowaną nauczycielkę, rzucili na podłogę. Naśmiewali się z niej. Dali coś do podpisania...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej