"Co z ciebie za matka?". Jeszcze nikt mnie o to nie spytał. Syn od jakiegoś czasu mieszka u babci i to na nich dwoje spadły wszystkie nieprzyjemności.

Od dawna ciężko choruję, dorabiam na czarno. Pieszo nie byłabym w stanie wrócić do domu, więc przyjeżdża po mnie moja mama. Zawsze o godzinie siedemnastej. Tamtego dnia nie przyjechała. W końcu pozwolili jej do mnie zadzwonić. Nie mogła wyjść z domu, zatrzymała ją Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kiedy tam pojechałam, drzwi były zamknięte, nie chcieli mnie wpuścić. Przez domofon powiedzieli, że zaraz skończą, ale wyszli dopiero po dwóch godzinach. O tym, co się działo wcześniej, dowiedziałam się od mamy i Daniela.

ABW

Ośmiu ich było, chyba wszyscy ABW. Wpadli i moją starą matkę, emerytowaną nauczycielkę, rzucili na podłogę. Naśmiewali się z niej. Dali coś do podpisania. Powiedziała, że nie podpisze, dopóki nie przeczyta. "A co pani chce czytać? Czy pani czytać umie? Przecież pani od matematyki jest, a nie od polskiego".

W pokoju Daniela wyważyli drzwi; zamknął się wystraszony, bo nie wiedział, co się dzieje. Uderzyli go pałą, choć nie stawiał żadnego oporu, miał rozciętą głowę. Wyprowadzili w kajdankach, nie pozwolili nawet podać wody. Była wśród nich kobieta i też się śmiała. Wulgaryzmy, ośmieszanie, takie tam. Moja matka była przerażona. Nawet ona, wielbicielka IV RP, mówiła, że nigdy w życiu nie widziała takiego traktowania. Nawet za komuny. Miałam 11 lat, kiedy zatrzymali mojego ojca. Razem z innymi prywaciarzami - wrogami systemu. Pamiętam, że na imprezy w naszym domu przychodzili milicjanci, księża i lekarze, przedziwne połączenie. Jak ojca zatrzymali, wszyscy starali się pomóc, ale nikomu się nie udało. Miesiąc przesiedział w więzieniu, najdłużej ze wszystkich. Ale traktowali go o wiele lepiej niż teraz ją, moją starą matkę.

Pozabierali laptopy, nawigację nawet zabrali, stare telefony, wszelkie elektroniczne urządzenia, nie tylko Daniela, ale też jego babci. W areszcie Daniela rzucili na podłogę i długo nie pozwalali wstawać. Akurat Polska grała w telewizji, dopiero po meczu mógł usiąść. Napić się nie dali.

Młodzi Francuzi jadą na dżihad



Daniel

Był naszym rodzynkiem, ukochanym i wymuskanym. Moim pierwszym synem. Kolejne dziecko miałam po dziesięciu latach. Rozpieszczałyśmy, bo było za co.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej