Rozmowa z Lechem Stoltmanem

ALEKSANDRA SZYŁŁO: Lubimy historie niepełnosprawnych sportowców, bo nas motywują. Czy panu rola motywatora odpowiada?

LECH STOLTMAN: - Tak, jeśli mogę kogoś zainspirować. Po Rio zapraszają mnie na spotkania z dziećmi. Byłem już w szkole specjalnej. Teraz wybieram się do domu dziecka i do podstawówki.

To proszę opowiedzieć nam swoją historię motywacyjną.

- 11 lat temu miałem wypadek na motocyklu. Uszkodzony rdzeń kręgowy, wózek inwalidzki. Przed wypadkiem zajmowałem się sportem: siłowałem się na rękę. To nie jest dyscyplina olimpijska, ale może będzie. Po wypadku rok zajęło mi, żeby wyjść z domu. Kumple wyciągnęli mnie na siłownię. Zacząłem trenować podnoszenie ciężarów. Wszedłem do kadry. Niestety, zerwanie mięśnia piersiowego wyłączyło mnie z tego sportu. Zająłem się kulturystyką.

Czy kulturystyka osób niepełnosprawnych też przesiąknięta jest dopingiem? Czytałam, że jak wchodzi kontrola na zawody pełnosprawnych kulturystów, połowa zawodników ucieka przez okno.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej