Minami Minegishi, członkini popularnego japońskiego girlsbandu AKB48, złamała zakaz spotykania się z mężczyznami narzucony przez menedżera. Kilka godzin po randce, którą sfotografował paparazzi, zgoliła głowę i rozpaczliwie błagała o przebaczenie w miniorędziu do fanów.

Tydzień później Minami wyszła na scenę w długiej do ramion peruce. Zespół występuje prawie codziennie w swoim teatrze w Akihabarze. Ubrane w skąpe stroje, perfekcyjne do bólu, odgrywają wyuczoną niewinność. Muszą chować swoje prawdziwe "ja", honne, żeby nie zakłócić promowanej fantazji. Udawać, że nie są nastolatkami z problemami, tylko postaciami ze snu.

Takich problemów nie ma Hatsune Miku. Idealna celebrytka XXI wieku.

Nie ma zmarszczek ani cellulitu. Nie zdradza, nie pije. Wiecznie piękna, wiecznie młoda, wiecznie pełna energii. Przebiera się w ułamku sekundy, często po kilkanaście razy podczas jednego utworu. Wygina swoje gibkie ciało jak plastelinę, robi z głosem rzeczy, których nie potrafi nikt inny.

W Japonii kobiety przegrywają walkę o wybór nazwiska



Fantazja

Hatsune Miku ma jedno zadanie - spełnić każdą fantazję swych fanów. Nigdy się nie nudzi, dostosowuje się do gustów niczym mutujący wirus. W tym samym czasie może mieć koncert w Stanach, śpiewać dla milionów nastolatków na ekranach ich komputerów w Tokio, występować w telewizji. I uczestniczyć w codziennym życiu, jakby była koleżanką, siostrą czy kochanką.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej