Jaki sens mają opowiadane przeze mnie obrazkowe historie losów przypadkowo spotkanych ludzi, które nigdy nie miały początku i końca? Nigdy nie byłem na początku czyjejś historii, która zaczęła się wcześniej, niż ja z aparatem się pojawiłem. A koniec był po moim odejściu.

Miałem różne plany, wyobrażenia, nadzieje, że zadany temat - czy to była wojna w Burundi, czy Przystanek Woodstock, czy pielgrzymka papieska - sfotografuję w ten czy inny sposób. Życie weryfikowało moje wyobrażenia i nadzieje.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej